|
23 lata temu na stadionie Heysel doszło do jednej z największych tragedii w historii futbolu. 29 maja 1985 roku największe święto w europejskiej piłce przeistoczyło się w dramat, który do dziś budzi olbrzymie emocje, smutek i żal.
Mimo, że od tamtego pamiętnego wieczora minęło wiele lat ludzie ciągle zadają sobie pytanie czy tamtej tragedii można było uniknąć. Drugim pytaniem jest: na kogo spada odpowiedzialność za śmierć 39. sympatyków piłki nożnej, którzy tego dnia zapłacili za swoją pasję najwyższą cenę?
Był 29 maja 1985 roku. Na stadion Heysel w Brukseli maszerowały tłumy kibiców, które chciały na żywo, z trybun obserwować najważniejszy mecz sezonu, finał Pucharu Europejskich Mistrzów Krajowych. Naprzeciw siebie stawały wówczas jedenastki Liverpoolu oraz Juventusu Turyn. Jeszcze zanim było wiadome kto zagra w wielkim finale wielu wyrażało wątpliwości w kwestii doboru stadionu na ten mecz. Zastanawiano się, czy ten prestiżowy pojedynek powinien odbywać się na dawno nie modernizowanym, przestarzałym obiekcie. Włodarze Europejskiej Unii Piłkarskiej - UEFA - nie mieli w tym zakresie żadnych wątpliwości.
O godzinie 18, na dwie godziny i piętnaście minut przed planowanym rozpoczęciem spotkania bramy stadionu zostały otwarte. Ponad 60 tysięcy kibiców zaczęło zajmować miejsca na trybunach belgijskiego obiektu. Jedni, ci z Turynu, udawali się na lewo, drudzy, z miasta Beatelsów, na prawo. Miejscowi fani oraz ci, którzy przybyli na finał prywatnie, w niezorganizowanych grupach z Włoch i Anglii znaleźli się w neutralnym sektorze "Z". Ów sektor nie był dobrze chroniony, albowiem był miejscem w którym mieli znaleźć się kibice spokojni, nie stanowiący zagrożenia dla porządku na stadionie. Okazało się jednak, że wielu miejscowych kibiców odsprzedało z zyskiem swoje bilety włoskim fanatykom piłki kopanej.
Całe nieszczęście polegało na tym, że obok tego sektora umieszczono najbardziej krewkich brytyjskich kibiców, którzy podrażnieni bliską obecnością kibiców Juventusu zaatakowali. W tym czasie na stadionie trwała prawdziwa fiesta. Nikt nie spodziewał się tragedii. Kibice obu drużyn przygotowywali się do prawdziwego święta. Rozwieszali transparenty, flagi, śpiewali klubowe pieśni. Ok. godziny 19.25 rozwścieczeni i pijani bandyci z Liverpoolu sforsowali ogrodzenie oddzielające ich od sektora "Z" i rozpoczęli atak na zszokowanych i niczego nieświadomych neutralnych kibiców. Naoczni świadkowie tamtych zdarzeń dodają, że Brytyjczycy uzbrojeni byli w kije, butelki oraz kastety. Ludzie rzucili się do ucieczki. Szybko jednak okazało się, że nie ma dokąd uciekać. Z drugiej strony sektor otaczał mur. Podobne zasieki oddzielały trybuny od murawy - ponad metrowy mur wsparty był siatką.
Chuligani z Wysp zaczęli z góry trybuny nacierać na ludzi, którzy uciekali w dół i wpadali na siebie wzajemnie się tratując. W końcu mur i siatka oddzielające kibiców od murawy stadionu nie wytrzymały i zostały obalone. Dzięki temu uratowano wiele ludzkich istnień. Niestety fragmenty muru śmiertelnie przygniotły niektórych kibiców. Inni zostali zadeptani przez tłum. Jeszcze inni się udusili. Część umierała na noszach Czerwonego Krzyża. Tego wieczora 39 osób zostało brutalnie zamordowanych.
Dzieci, kobiety, mężczyźni - nie było zasady. Los nie oszczędzał nikogo. Andrea Casula, najmłodsza ofiara tego pamiętnego wieczora miała zaledwie 11 lat. Najstarszą ofiarą była Barbara Lusci, która miała 58 lat. 32 osoby pochodziły z Włoch, czworo z Belgii, dwóch było Francuzami, a jeden Irlandczykiem. Żaden z napastników nie doznał żadnych obrażeń. Największe święto futbolu przerodziło się w jedną z największych tragedii jakie miały miejsce w historii światowej piłki nożnej. Całe zdarzenie trwało około pięć minut. A wszystko na oczach milionów kibiców. Spotkanie relacjonowało około 60 stacji telewizyjnych na całym świecie. W tym również Telewizja Polska. Zamieszanie i dezorientacja dodatkowo utrudniały przeprowadzenie akcji ratunkowej. Siły policyjne skupiły się na tym, by stadionu nie opuściła żadna osoba, która się na nim znajdowała. Ewentualne przeniesienie zamieszek na ulice Brukseli mogło doprowadzić do jeszcze większej rzezi.
Mimo wielkiej tragedii spotkanie się odbyło. Z ponad godzinnym opóźnieniem rozpoczęło się około 21.30. Nikt jednak nie miał wątpliwości, że w takiej chwili futbol zszedł na drugi plan. Mało kto potrafił wówczas skupić się na piłkarskim widowisku. Samo spotkanie było dość wyrównane. Obie drużyny wypracowały sobie kilka dogodnych okazji do zdobycia bramki. Tą jedyną strzelił Michel Platini z rzutu karnego, po faulu na Zbigniewie Bońku. Wybuch radości po strzelonej bramce wprowadził w zażenowanie wielu ludzi. Później Francuz tłumaczył się, że nie miał pojęcia o rozmiarach tragedii. Piłkarze Starej Damy odebrali swój pierwszy w historii puchar mistrzów od prezydenta UEFA Jacquesa Georgsa w szatni.
Po tych wydarzeniach brytyjskie kluby zostały wykluczone z europejskich rozgrywek na 5 lat. Feralny stadion został zamknięty. Po raz kolejny najlepsze drużyny Europy zagościły na nim 8 maja 1996 roku, kiedy to rozegrano w Brukseli finał Pucharu Europejskich Zdobywców Pucharów. Na przebudowanym Heysel, noszącym imię króla Baudouina PSG pokonało Rapid Wiedeń 1:0.
Finaliści pamiętnego spotkania sprzed 22 lat przez długi czas nie grali przeciw sobie. Ich drogi spotkały się dopiero w 20 lat po Heysel. Obie drużyny spotkały się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów sezonu 2004/2005. Dwumecz zakończył się zwycięstwem Anglików, którzy na własnym obiekcie pokonali Juventus po bramkach Hyypii i Luisa Garcii 2:1 - honorowe trafienie dla Starej Damy zdobył Cannavaro. Tydzień później na Stadio Delle Alpi w Turynie padł bezbramkowy remis.
Pierwszy mecz tych drużyn w Liverpoolu odbył się 5 kwietnia 2005 roku, a więc kilka dni po śmierci Jana Pawła II. Ojciec jednej z ofiar tragedii na Heysel w wywiadzie udzielonym włoskiej telewizji z żalem zauważył, że Juve przychodzi grać ważne mecze z Liverpoolem w momentach, kiedy futbol schodzi na drugi plan, kiedy nikt nie interesuje się piłką. Słów krytyki pod adresem UEFA nie szczędzi po latach również Zbigniew Boniek, który zapewnia, że to UEFA zmusiła 23 lata temu piłkarzy do rozegrania meczu. Meczu, którego nikt grać już nie chciał. Przygnębiające są również wypowiedzi Walijczyka Iana Rusha, który wspomina, że mecz na Heysel był jedynym, w którym końcowy wynik był mu całkowicie obojętny. Rash, to jedyny piłkarz, który reprezentował w swojej karierze barwy zarówno The Reds jak i Bianconerrich.
 |
Ćwierćfinałowa potyczka z 2005 roku miała być okazją do pojednania. Wszelkich starań dokładali w tej sprawie kibicie i działacze Liverpoolu. Turyńczycy jednak nie potrafili wybaczyć śmierci swoich fanów. Nie pomogły wspólne akcje piłkarzy obu klubów. Starania kibiców Liverpoolu też na niewiele się zdały. Fani The Reds podjęli kilka inicjatyw, m.in. na słynnej trybunie The Kop ułożyli ogromny napis – Amicizia.
Wiele obaw towarzyszyło spotkaniu w Turynie. Do angielskich fanów trafiła notatka, w której Turyńczycy zapowiadali krwawy odwet. Wprost informowali, że będą zabijać Brytyjczyków tak, jak oni zabijali kibiców Juve dwadzieścia lat wcześniej. Dodawali, że już ostrzą sobie noże, by pomścić śmierć przyjaciół. Na szczęście nie doszło do poważniejszych zajść.
W dwudziestą rocznicę tragedii w Brukseli odsłonięto pomnik upamiętniający ofiary zajść na Heysel. 60-metrowy monument z nierdzewnej stali ma kształt słonecznego zegara. Projektantem upamiętniającego obelisku jest Francuz Patrick Rimoux. Pomnik kosztował około 200 tysięcy euro.
|
|